Przejdź do głównej zawartości

Posty

350 gramów

Przychodzą czasami te wyraźne stany świadomości, gdy jestem dokładnie tu i dokładnie teraz. Gdy wiem, co nadchodzi. Potem tracę tę ostrość, wszystko się rozmiękcza a ja znowu bujam się gdzieś pomiędzy, nieświadoma jak dziecię, świat widzę przez powieki. Dzisiaj przez chwilę wiedziałam, naprawdę wiedziałam, że będę matką. Poczułam siłę w postawie i oblał mnie spokój. Cztery miesiące zamieniły się w prawdziwe dni, po których zamieszka z nami krucha istota. W sklepie trzymałam w dłoniach produkt, który odpowiada 350 gramom. To tyle waży tlące się we mnie życie, ta ogromna odpowiedzialność i zarazem największa przygoda mojego życia. Ten ciężar jest już całkiem realny, a mój kredens zaczynają wypełniać obszyte przeze mnie materiały w kształcie małego człowieczka. To szycie to moja medytacja, która zbliża mnie do naszego spotkania. Miewam dni, gdy przeszywają mnie wątpliwości. Strachy. Włącza się moja zapisana w tkankach neurotyczność i pozwala przez chwilę poszaleć wyobraźni. Wątpi...
Najnowsze posty

Kobiety

Jak zapytać, co jest dla mnie ważne, odpowiadam dość pewnie, bez większego zastanowienia. Jednak gdyby nabrać perspektywy, zobaczyć szerszy kontekst, nabrać powietrza - okazuje się, że to nie o mnie idzie. Nawykowo jestem skierowana na zewnątrz, zazwyczaj są jacyś "inni", o których należy zadbać. Jawię się sobie jako bardzo egocentryczna osoba, na pewno nikt bez rys, ani z rysem wspaniałomyślności, jednak tak to się dzieje, że wypełniam jakieś żałosne samopoświęcenie. To śmieszne. Zawsze są jacyś pacjenci, bliscy do ratowania, przyjaciele pogubieni. I ja, opiekunka. Rozwarstwiona jak farba olejna na wiekowych drzwiach. Podrapana i polepiona jednocześnie. Morphine - You look like rain Więc jeszcze raz. Co jest dla mnie ważne? Dla mnie. Dziś. Pewnie wszystko to, co się ze mną dzieje. Jak zmienia się moje ciało, jak budzi się we mnie życie. Jaka choroba mną szarpie i jakie wątpliwości nawiedzają. To, że to może być dziewczynka i to, jak bardzo słabo czuję się w ...

Klęskowiec

Dwudziesty trzeci notatnik nie mieści już tych moich powątpiewań i dwuwartościowości. W ramach odciążenia, zamierzam zawiesić parę słów w tej internetowej, anonimowej chmurze. Nocą oddałam się jednym z moich ulubionych zajęć, to jest tłumaczyłam słowa napotkane w literaturze czy zasłyszane w obcych wypowiedziach, które pięknie brzmią i chciałabym je włączyć do swojego słownika. Defetyzm. To inaczej niewiara w powodzenie spraw, przewidywanie klęski, porażki. Zatrzymałam się chwilę na badaniu tego słowa, zastanawiałam się, czy jest mi bliskie, czy jednak odległe. Wydawało mi się, że raczej to drugie - ustaliłam to z pewną ulgą. Zawsze miałam w sobie niezrozumiałą wiarę w powodzenie i dobre zakończenia, nawet jeśli miały być poprzedzone trudnymi wydarzeniami. Ja i tak cierpliwie wyczekiwałam pokrzepiającego obrotu spraw, z tym że takim też dla mnie była sama nauka płynąca z nieudanej sytuacji. Wciąż zadziwia mnie ta jasna plama w myśleniu o życiu jako raczej smutnawym i bolesnym doświad...

Tylko się nie ciesz

Puk, puk. Ja dzisiaj bardziej o życiu niż o śmierci. Siedzę tu od mroku, obserwuję te subtelne zmiany za szybą - powoli jaśnieje, nastaje dzień. Pierwszy dzień nowej świadomości. Życie, zdaje się, ze mnie zakpiło. W trakcie badania, które wstępnie zakwalifikowało mnie do jakże sterylnej przygody w laboratorium stało się początkiem niemałej rewolucji. Nasze standardy kulturowe i podskórne przekazy każą mi milczeć, broń boże się nie cieszyć, jakby strata miała później mniej boleć. Ale proszę państwa, jestem chwilowo w ciąży. Chciałabym napisać "stale", jednak staram się być ostrożna jak przystało na ponurą trzydziestolatkę w tym zaściankowym kraju nad Wisłą. Dostałam jak obuchem, z oczu posypały się grochy. Wciąż to nierealne. We krwi krążą tysiące hormonów, które uparcie się mnożą. Ja najchętniej bym spała, a moja wydolność i siła podczas treningu spadły do jakiegoś niezrozumiałego poziomu, który przyprawił mnie o łzy frustracji. Przed chwilą popłakałam się, bo przeczytała...

Wydmuszka

Najgorzej jest zacząć wpis od rozliczenia siebie z nieobecności. Nie było mnie tutaj, nie było tego czasu, to jakaś czarna ssąca mnie dziura. Tracę chronologię, jak i chęć nadrobienia tej luki. Ostatni czas to była jedna z najdziwniejszych moich podróży. Podeszłam do krawędzi i zobaczyłam gdzie kończy się świat. Staram się zrozumieć to doświadczenie, jednak czuję się na to zbyt maluczka. Przypomina mi się to głuche i tępe uczucie, gdy nic nie ma znaczenia. Jesteś jak wydmuszka. Przecinasz nocą miasto i szarpiesz kierownicę z miejsca pasażera licząc że w końcu coś się wydarzy. Panuje we mnie zima stulecia. Próbuję przetrwać zamiast czekać na wiosnę. Pełna mobilizacja, panowie. Mam 30 lat, otarłam się o paskudną wizję swojego życia, gdy zeszłej jesieni dopatrywano się u mnie nowotworu. Żyję. Ulga. Jednak nic już nie jest takie samo. Ja nie jestem lekka i zabawna, tylko męczy mnie wesołe towarzystwo, wycofuję się, chowam. Wychodzę już nawet w pojedynkę. Moje żarty są podszyte złością i ...

Styczniowy splin

Jak w tytule, nie mniej, nie więcej. Właściwie mogłabym się cieszyć, zamknęłam wielki rozdział, mogę być wolna. Proszę państwa, oto certyfikowany terapeuta uzależnień. Przecież nie mogło być inaczej. Zadziwia mnie, jak niektórzy ślepo wierzą w moje sukcesy gdy ja, choć nigdy nie miałam żadnej poprawki, za każdym razem mam poczucie, że jestem na to wszystko zbyt głupia. Ale wróćmy to stycznia. Tego mroźnego, apatycznego miesiąca. Przewrócił moją skórę na drugą stronę, a zasypane solą chodniki sprawiały, że każdy spacer był niezwykle bolesny. Tak ciężko było mi na duszy, cz to w Gdańsku, Poznaniu, Atenach, czy Koszycach. Wszędzie nie taka, zawsze nie tu. Ta niewłaściwość mnie wykańczała. Odbijałam się od krawężników i lokali jak rasowy wagabunda, zamykałam oczy i starałam się poczuć smak powietrza. Dotykałam piasku i skał z dziecięcym zaciekawieniem, maczałam dłonie w chłodnej egejskiej wodzie, obserwowałam ludzi na ulicach i wsłuchiwałam się w ich rozmowy. A w tle, nieprzerwanie, r...

Ostatnia prosta

Ostatnia prosta, ostatnia prosta, ostatnia prosta - powtarzam to jak mantrę i wprowadzam się w dziwny spokój, gdy myślę o przyszłości. Chyba pierwszy raz doświadczyłam tego stanu niezobowiązania, bo tak wyobrażam sobie czas po zdaniu ostatniego egzaminu. Jestem w procesie edukacji już 23 lata, może pora przestać? Wcześniej ten spreparowany rodzaj wolności mnie nie kusił. Teraz nie mogę opędzić się od myśli o tym, jak to będzie ze świadomością, że żaden egzamin już nigdy więcej nade mną nie wisi. Pewnie z czasem coś wymyślę, ale teraz chcę przerwy, wytchnienia od ścieżki, którą od lat pogłębiam. Jest już dostatecznie wychodzona, niech urośnie tam trawa. Zaraz zacznie się batalia tych, którzy manifestują swoje postanowienia noworoczne i tych, którzy głośno je bojkotują, bo do zmiany można zobowiązać się zawsze. Wydaje mi się, że każda ze stron ma rację. Ja jestem chyba dość prymitywna, bo potrzebuję w swoim życiu różnych rytuałów, symboli i wyobrażeń. Dla mnie nowy rok jest przypomn...