Ostatnia prosta, ostatnia prosta, ostatnia prosta - powtarzam to jak mantrę i wprowadzam się w dziwny spokój, gdy myślę o przyszłości. Chyba pierwszy raz doświadczyłam tego stanu niezobowiązania, bo tak wyobrażam sobie czas po zdaniu ostatniego egzaminu. Jestem w procesie edukacji już 23 lata, może pora przestać? Wcześniej ten spreparowany rodzaj wolności mnie nie kusił. Teraz nie mogę opędzić się od myśli o tym, jak to będzie ze świadomością, że żaden egzamin już nigdy więcej nade mną nie wisi. Pewnie z czasem coś wymyślę, ale teraz chcę przerwy, wytchnienia od ścieżki, którą od lat pogłębiam. Jest już dostatecznie wychodzona, niech urośnie tam trawa.
Zaraz zacznie się batalia tych, którzy manifestują swoje postanowienia noworoczne i tych, którzy głośno je bojkotują, bo do zmiany można zobowiązać się zawsze. Wydaje mi się, że każda ze stron ma rację. Ja jestem chyba dość prymitywna, bo potrzebuję w swoim życiu różnych rytuałów, symboli i wyobrażeń. Dla mnie nowy rok jest przypomnieniem o wszystkich rytuałach przejścia, to czas myślenia o przemijaniu, rozliczania się ze sobą. Postanawiam sobie zawsze dbanie o siebie, mądrzejsza o lekcję z poprzedniego roku, tak też będzie teraz. Jeśli nic już nie będzie nade mną wisiało, chcę pozwolić sobie na mentalne wakacje. Znaczy to dla mnie tyle, że będę robiła to, co żywnie mi się podoba, posłucham swoich pragnień i będę je realizować bez ciążących wyrzutów sumienia, że mogłabym to zastąpić bardziej produktywnym działaniem. Może i to zabawne, ale teraz zdarza mi się taki gabaryt nosić. Często rezygnuję z czegoś, bo czuję się spętana i ograniczona certyfikacją, słyszę tykający zegar do tego wielkiego egzaminu. Chcę być bardziej spontaniczna. Spontaniczna bez poczucia winy.
Pozostaje mi przeglądać grecki przewodnik i uczyć szybkiego przepakowania. Zaraz po powrocie lecę na Słowację uczyć się Żywej Biblioteki. Zgubiłam gdzieś klatki z romskiej dzielnicy Lunik IX. Wdzięczna nazwa, przywodzi mi na myśl księżyc na gwieździstym niebie, nie wiedzieć dlaczego - zimą właśnie. Rzeczywistość jest dużo bardziej surowa. Szukam jeszcze odpowiedniego momentu na krótki wypad do Torunia, aby nie przerwać kilkuletniego rytuału chłodnych odwiedzin w tym kameralnym mieście. Zresztą Lynch tam na mnie czeka ze swoją wystawą.
Lwów, maj 2017
Ostatnim tchnieniem chodzę do pracy. Chyba chcę przerwy i tu. Paradoks polega na tym, że robię naprawdę dobre rzeczy, jednak wiele z nich przytłacza mnie swoją rutyną. Żeby nie zwariować, zajęłam się teatrem i w to ładuję cała swoją energię. Mimo że to moje pierwsze kroki widzę, że jestem w tym dobra. Nie wiem, skąd ta umiejętność pochodzi, ale zawsze to czułam pod skórą. Daje mi sporo satysfakcji, gdy widzę jak oni się rozwijają, bardziej ich rozumiem obserwując ich zmagania na wyobrażonej scenie. W końcu życie jest teatrem, a narkomani to świetni, dramatyczni aktorzy. Niezwykle prawdziwi, chociaż tu.
To ode mnie tyle.
Coals - Weightless
Komentarze
Prześlij komentarz