Zastanawia mnie, czy moja rzeczywistość bardzo się zmieni. To może zbyt banalne by mówić na głos, ale ja lubię swoje życie. Pewnie mogłoby być lepsze, porozciągane i zintensyfikowane na różnych płaszczyznach, ale mi takie odpowiada. Pozostawia odpowiedni niedosyt, że chcę stawiać sobie kolejne wyzwania, rozwijać się, a jednocześnie jestem zadowolona z tego, jak jest. Wyrwałam się już jakiś czas temu z obsesji udowadniania czegoś bliżej nie określonemu komuś. Ucięłam toksyczne relacje, którym nieprzerwanie towarzyszyła nieprzyjemna presja że trzeba jakoś wypaść. Na studiach odkryłam, że jestem przede wszystkim kinestetykiem. Idąc za tym, muszę doświadczać - nic mi po posiadaniu. I tak też chcę żyć: korzystać z tego, co przynosi los, zamiast traktować większość doświadczeń jako eksponaty. Lubię nurkować w życiu, czuć je wszystkimi receptorami. Sport ten często skutkuje momentami bezdechu. I na nie też trzeba sobie pozwolić. Odsunąć się, obserwować z bezpiecznego miejsca i brać z inspira...