Bieszczady to jedno z najdroższych mi miejsc, choć nie znam ich szczególnie głęboko. To jedna z tych niezwyczajnych krain poza czasem i presją. Trochę przypadkowo i nieplanowanie znów się tam znalazłam. Podobno weselić się a może tylko po to, aby dokończyć książkę, którą zaczęłam tam czytać dwa długie lata temu. Koleś i Mistrz Zen towarzyszyli mi swoimi rozmowami przez parę dni zmiennej pogody w drodze, na hamaku, nad górskim jeziorem. Gdy czytałam to o te dwie wiosny młodsza większość tamtejszych myśli była dla mnie zaskakująca, świeża i odkrywcza. Dzisiaj wypowiadałam je jako moje - te o zaprzyjaźnieniu się ze sobą, akceptacji tego, co nas otacza, improwizowaniu z rzeczywistością, współczuciu sobie i innym oraz odpuszczaniu, przeczekiwaniu i cierpliwości. POKORA, to niegdyś obce słowo. Nawet nie wiem jak to się stało, że się tak zmieniłam. Podejrzewam, że to we mnie pęczniało i tworzyło się powoli i konsekwentnie. To zbiór zdarzeń, które się we mnie odbiły, ludzi, których spotkał...