Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2017

Zimne Ateny

Znowu czystek, znów ten biały szlafrok. Tym razem jest zupełnie inaczej, bo siedzę czwarty dzień w domu i pluję czymś w kolorze seledynowym. Odkąd pamiętam ta barwa mnie czymś odpychała, kojarzyła mi się z czarną epidemią. I nie wiedzieć czemu - myślę o Francji. To kolor francuskiego zadżumionego trupa. Do naparu naładowałam imbiru, goździków, pomarańczy i miodu, od dna zabarwił go sok malinowy. Bywa i tak, że choruję. Jeszcze w pojedynkę. Śnienie o Franciszku stało się mało wyraźne i niezwykle odległe. Nawet jego imię spłowiało. Nocą wracając od prywatnej lekarki poczułam sierpniowe powietrze. Mam z tegorocznym tylko jedno wspomnienie, nic konkretnego. Wracam z plaży, jest mrok, bluza klei mi się do ciała a policzki są zimne od morskiego wiatru. Nie przestaję się uśmiechać. Jest tak ciepło. Nad nami wisi wielki, nabrzmiały księżyc w pełni. Zapinamy rowery i idziemy do domu posłuchać dobrej muzyki. Wiem, że to powietrze próbuje mnie wprowadzić w błąd, ale moje gnaty czują jednozna...