Najgorzej jest zacząć wpis od rozliczenia siebie z nieobecności. Nie było mnie tutaj, nie było tego czasu, to jakaś czarna ssąca mnie dziura. Tracę chronologię, jak i chęć nadrobienia tej luki. Ostatni czas to była jedna z najdziwniejszych moich podróży. Podeszłam do krawędzi i zobaczyłam gdzie kończy się świat. Staram się zrozumieć to doświadczenie, jednak czuję się na to zbyt maluczka. Przypomina mi się to głuche i tępe uczucie, gdy nic nie ma znaczenia. Jesteś jak wydmuszka. Przecinasz nocą miasto i szarpiesz kierownicę z miejsca pasażera licząc że w końcu coś się wydarzy. Panuje we mnie zima stulecia. Próbuję przetrwać zamiast czekać na wiosnę. Pełna mobilizacja, panowie. Mam 30 lat, otarłam się o paskudną wizję swojego życia, gdy zeszłej jesieni dopatrywano się u mnie nowotworu. Żyję. Ulga. Jednak nic już nie jest takie samo. Ja nie jestem lekka i zabawna, tylko męczy mnie wesołe towarzystwo, wycofuję się, chowam. Wychodzę już nawet w pojedynkę. Moje żarty są podszyte złością i ...