Przejdź do głównej zawartości

Głód drogi

Jak już powie się A, zadźwięczy w uszach B. Zgromadzą się chmury i reszta liter posypie się z nieba. Tak też było w tym przypadku. W październikowej gorączce wywołałam senne Ateny, w styczniu już będę siedzieć w samolocie do tego antycznego miasta. W końcu.

W moim ciele coś się zatrzymało, na całe 64 dni. Gdy widziałam zatroskaną niebezpośredniość lekarza, poczułam ciężki chłód. Siedziałam głęboko w drewnianym krześle i myślałam sobie, że może Franciszka nigdy nie będzie. Nagle te naiwne wyobrażenia i wszystkie z nim rozmowy wydały się głupie i żałosne. Zrobiłam baterię testów w zimnym laboratorium i czekałam. Nawet pomyślałam sobie: okej, tak też być może. Zgodziłam się ze światem, który przecież się nie kończy. Ratuje mnie ufność w to, co się dzieje - w końcu wszystko jest po coś, tylko na początku jeszcze tego nie rozumiemy. A potem okazało się wielkie nic. Zdrowa. To była jakaś wewnętrzna pauza, głośne "stop!" z moich trzewi. Może miało do mnie dotrzeć, że jestem gotowa na bycie matką. Że gdzieś głęboko w środku tego bym chciała a zarazem inny scenariusz też jest na miejscu. Tak więc mamy zielone światło, Franek. Cała nasza wyobrażona trójka. Ale najpierw małe greckie wakacje.

Kan Wakan - I would

Obudziłam się bardzo wcześnie, obolała i ciężka. Słyszę dzwony, liczę - wybiła 11. Wciąż nie mogę wygrzebać się z pościeli. Koty otulające moje nogi pomagają znieść potworną menstruację. Wczoraj wieczorem oglądałam piękny dokument o tych tajemniczych istotach - Kedi. Nigdy nie ciągnęło mnie do Stambułu, teraz nie mogę przestać o nim myśleć. Kolejne miasto portowe do mojej kolekcji. Lista destynacji się wydłuża, a ja nie mogę wykopać się z remontu. Obiecaliśmy sobie, że w tym roku zamkniemy wszystkie drastyczne operacje, zostanie drobna kosmetyka zależna od naszych chęci, weny i poziomu znudzenia. Wicie własnego gniazda jest pełnoetatowym zajęciem, ale powroty w to jedyne w swoim rodzaju miejsce wynagradzają wszelki czas przeznaczony na renowację. To wcale nie zabiło mojego ducha wędrowca, co przepowiadano mi uparcie negując zakup własnej przestrzeni. Śnię o sierpniowej Islandii z namiotem, przemierzaniu pustkowi i chłonięciu surowej natury. Chcę przemierzyć Bornholm na rowerze i spać pod chmurką w gospodarstwach, na co czekam dobrych pięć lat, bo zawsze ciągnęło mnie gdzieś dalej. Początek jesieni wyobrażam sobie w paru miejscach, okoliczności wybiorą ostateczną opcję. Czy zobaczę mgliste gruzińskie stepy z grzbietu konia (dla tego światła!), czy wykąpię się w maltańskim słońcu, czy pojadę w wielką wyprawę przez włoską ziemię, żeby poznać tubylców i ich wiejskie życie. Coraz częściej tęsknię też za Tarragoną, Santa Tecla w swoim starym domu byłaby czymś wspaniałym, jednak ten rok pomieści tylko niektóre sny. Wygłodniałam. Jestem głodna drogi.

W styczniu prawdopodobnie wybieram się ponownie na projekt na Słowację, zajrzę też w zaśnieżone Tatry. Marzec zapowiada się natomiast w Danii, więc dla smaku wrzucę trochę Kopenhagi ze stycznia.







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

350 gramów

Przychodzą czasami te wyraźne stany świadomości, gdy jestem dokładnie tu i dokładnie teraz. Gdy wiem, co nadchodzi. Potem tracę tę ostrość, wszystko się rozmiękcza a ja znowu bujam się gdzieś pomiędzy, nieświadoma jak dziecię, świat widzę przez powieki. Dzisiaj przez chwilę wiedziałam, naprawdę wiedziałam, że będę matką. Poczułam siłę w postawie i oblał mnie spokój. Cztery miesiące zamieniły się w prawdziwe dni, po których zamieszka z nami krucha istota. W sklepie trzymałam w dłoniach produkt, który odpowiada 350 gramom. To tyle waży tlące się we mnie życie, ta ogromna odpowiedzialność i zarazem największa przygoda mojego życia. Ten ciężar jest już całkiem realny, a mój kredens zaczynają wypełniać obszyte przeze mnie materiały w kształcie małego człowieczka. To szycie to moja medytacja, która zbliża mnie do naszego spotkania. Miewam dni, gdy przeszywają mnie wątpliwości. Strachy. Włącza się moja zapisana w tkankach neurotyczność i pozwala przez chwilę poszaleć wyobraźni. Wątpi...

Ziarno

Siedzę w białym szlafroku i piję czystek. Głównie milczę, rozmyślam. Nadchodzi moja ulubiona nostalgiczna pora, gdy wszystko zwalnia i zyskuje piękną surowość. Nie robię nic szczególnego, słucham Badalamentiego, otulam się miękkim kocem i zaczytuję niezobowiązująco w różne treści od Wyznań buddyjskiego ateisty po Czystą anarchię, piszę w przerwach rozpoczęty w środku nocy list do bliskiej mi duszy. Można by rzec, że zmarnowałam ten dzień, ale nie robi to na mnie większego wrażenia. Potrzebowałam tych marnych godzin cieknących ciurkiem, gdyż zrobiłam ostatnio dużą rzecz - napisałam w ciągłym niedospaniu studium przypadku, które nawet zaakceptował mój superwizor. Teraz czas na bumelanctwo, chociaż ten jeden bury dzień. Massive Attack - The Spoils ft. Hope Sandoval Czuję w kościach rychłe zakończenie certyfikacji. Obiecywałam sobie rok przerwy od naukowych zobowiązań, jednak kusi mnie niezmiernie jakaś nowość. Chciałabym otaczać się nowymi ludźmi, którzy są równie ciekawi świat...

Kobiety

Jak zapytać, co jest dla mnie ważne, odpowiadam dość pewnie, bez większego zastanowienia. Jednak gdyby nabrać perspektywy, zobaczyć szerszy kontekst, nabrać powietrza - okazuje się, że to nie o mnie idzie. Nawykowo jestem skierowana na zewnątrz, zazwyczaj są jacyś "inni", o których należy zadbać. Jawię się sobie jako bardzo egocentryczna osoba, na pewno nikt bez rys, ani z rysem wspaniałomyślności, jednak tak to się dzieje, że wypełniam jakieś żałosne samopoświęcenie. To śmieszne. Zawsze są jacyś pacjenci, bliscy do ratowania, przyjaciele pogubieni. I ja, opiekunka. Rozwarstwiona jak farba olejna na wiekowych drzwiach. Podrapana i polepiona jednocześnie. Morphine - You look like rain Więc jeszcze raz. Co jest dla mnie ważne? Dla mnie. Dziś. Pewnie wszystko to, co się ze mną dzieje. Jak zmienia się moje ciało, jak budzi się we mnie życie. Jaka choroba mną szarpie i jakie wątpliwości nawiedzają. To, że to może być dziewczynka i to, jak bardzo słabo czuję się w ...