Siedzę w białym szlafroku i piję czystek. Głównie milczę, rozmyślam. Nadchodzi moja ulubiona nostalgiczna pora, gdy wszystko zwalnia i zyskuje piękną surowość. Nie robię nic szczególnego, słucham Badalamentiego, otulam się miękkim kocem i zaczytuję niezobowiązująco w różne treści od Wyznań buddyjskiego ateisty po Czystą anarchię, piszę w przerwach rozpoczęty w środku nocy list do bliskiej mi duszy. Można by rzec, że zmarnowałam ten dzień, ale nie robi to na mnie większego wrażenia. Potrzebowałam tych marnych godzin cieknących ciurkiem, gdyż zrobiłam ostatnio dużą rzecz - napisałam w ciągłym niedospaniu studium przypadku, które nawet zaakceptował mój superwizor. Teraz czas na bumelanctwo, chociaż ten jeden bury dzień.
Massive Attack - The Spoils ft. Hope Sandoval
Czuję w kościach rychłe zakończenie certyfikacji. Obiecywałam sobie rok przerwy od naukowych zobowiązań, jednak kusi mnie niezmiernie jakaś nowość. Chciałabym otaczać się nowymi ludźmi, którzy są równie ciekawi świata, mają różne poglądy i głód wiedzy. Rozważam, by podjąć gender studies, bo choć tego nie podejrzewałam, program zakłada zajmujące mnie od paru lat tematy. Z pewnością spotkam tam ciekawych ludzi, nieobojętnych na codzienność. Comiesięczne zjazdy zmuszą mnie do regularnego odwiedzania Torunia, a tym samym Anny, do której raz tak blisko a potem zupełnie daleko. Na wiercącą dziurę w głowie architekturę niestety muszę poczekać na stabilniejsze finansowo czasy, może wtedy nasz najmniejszy członek rodziny będzie bardziej samodzielny a nam się uda wybyć gdzieś na rocznego Erasmusa albo urządzę sobie wyprawę w pojedynkę na praktyki w jakąś odległą krainę.
Czasami dopada mnie nieprzyjemna presja, że muszę się spieszyć bo czas ucieka. Wydaje mi się w takich chwilach, że jestem już stara i nie do mnie ten świat należy, tak więc nie wypada podejmować kolejnej nauki, otwierać nowych rozdziałów czy planować czegoś szalonego. Pamiętam, że tak samo myślałam, jak miałam osiem lat i chciałam grać na skrzypcach - pomyślałam, że jestem za duża i już jest za późno, a to marzenie nagle stało się odległe i niedostępne. Teraz, lata później, żałuję że pozwolił mi ktokolwiek tak myśleć. Grałabym już 20 lat. Obawiam się, że za kolejne wiosny dojdę do podobnego wniosku w związku z architekturą, której nigdy nie zaczęłam. I zawsze w takich chwilach dla przeciwwagi przypomina mi się profesor neurologii, który przed czterdziestką postanowił wszystko zmienić i zostać lekarzem. Miał na tyle odwagi i samozaparcia, że napisał maturę raz jeszcze po kilkunastu latach i dostał się na medycynę. Pamiętam, jak mówił na wykładzie, że ani razu nie żałował swojej decyzji. Dzisiaj jako sędziwy człowiek uczy młodych nie tylko neurologii, ale przede wszystkim pięknego podejścia do życia. Nie wiem, na co czekam. Może tak jak u niego, to ziarno musi dojrzeć i zakiełkować w najkorzystniejszych dla siebie warunkach.
Komentarze
Prześlij komentarz