Znowu czystek, znów ten biały szlafrok. Tym razem jest zupełnie inaczej, bo siedzę czwarty dzień w domu i pluję czymś w kolorze seledynowym. Odkąd pamiętam ta barwa mnie czymś odpychała, kojarzyła mi się z czarną epidemią. I nie wiedzieć czemu - myślę o Francji. To kolor francuskiego zadżumionego trupa. Do naparu naładowałam imbiru, goździków, pomarańczy i miodu, od dna zabarwił go sok malinowy. Bywa i tak, że choruję. Jeszcze w pojedynkę. Śnienie o Franciszku stało się mało wyraźne i niezwykle odległe. Nawet jego imię spłowiało.
Nocą wracając od prywatnej lekarki poczułam sierpniowe powietrze. Mam z tegorocznym tylko jedno wspomnienie, nic konkretnego. Wracam z plaży, jest mrok, bluza klei mi się do ciała a policzki są zimne od morskiego wiatru. Nie przestaję się uśmiechać. Jest tak ciepło. Nad nami wisi wielki, nabrzmiały księżyc w pełni. Zapinamy rowery i idziemy do domu posłuchać dobrej muzyki. Wiem, że to powietrze próbuje mnie wprowadzić w błąd, ale moje gnaty czują jednoznacznie, że idzie zima. Czasami czuć ten specyficzny zapach zmarzniętej ziemi i przejrzystego ostrego powietrza. Zrobiło się złoto dookoła, każde z drzew pręży się innymi barwami. Pięknie tu. Słońce jest ostre i oślepiające, prosi się o odkopanie analogów, które cały wrzesień oglądały szuflady od środka. Wczoraj skończyłam malować własną ciemnię, czekam na bardziej łaskawy finansowo miesiąc, żeby ją wyposażyć w odpowiednią chemię. Właściwie to ten blog miał być zdobiony zdjęciami, ale wszystko, co aktualne jest na niewywołanych kliszach. Czekają na domową premierę. Może trochę historii, sprzed roku.
Mam obiecany rok przerwy - od wszelkich szkoleń długoterminowych, czy studiowania. Potrzebuję niezobowiązujących wakacji, nawet nie kuszą mnie specjalnie tropiki. Leżąc w lepiącej gorączce wyobrażałam sobie puste, chłodne Ateny, antyczne kolumnady niepodpierane przez cielska obcokrajowców. Spacerowałabym w ciszy starożytnymi śladami z książką pod pachą zbyt dużego płaszcza. Nikt nie powiedział, że smakować życia po zorbowskiemu można jedynie przesyconym turystami latem. Chwila trwa cały czas. Idąc tym tropem nowy rok rysuje się coraz wyraźniej. W styczniu wybiorę się na medytacje vipassanej, wrócę oczyszczona w swoje małe święto. Przełom lutego i marca chcę spędzić w Atenach. Postanowione.
Big Brother and the Holding Company - Ball and chain
Komentarze
Prześlij komentarz