Przejdź do głównej zawartości

Dzień jak każdy inny

Niby nic wyjątkowego w tym dniu. Pustawe jeszcze mieszkanie wypełnia muzyka, ja sufituję w łóżku, gdy gonią mnie bezlitosne terminy, a w nogach wylegują się dwa niemałe koty - Cyryl i Tekla. W mojej głowie tętnią i tworzą się niezliczone pomysły, a w mieście portowym jak zwykle pada deszcz, który namawia do spędzenia dnia pod kocem.

A jednak jest inny. Ku mojemu zaskoczeniu i wszystkich tych, których znamy, postanowiliśmy przywołać na ten świat kolejną piękną istotę. Jest to tym bardziej zjawiskowe, bo nie jestem z tych kobiet, które piszczą i seplenią na widok małych dzieci, nie szaleję też z zachwytu obserwując berbecie ruchy, nie wchodzę na fora pełne rozentuzjazmowanych i przewrażliwionych matek, ani nie mam jako celu życiowego posiadania dziecka i realizowania się w roli matrony. Podchodzę do tego możliwie racjonalnie i spokojnie - czuję się gotowa i otwarta na to, co przyniesie los. Czasami nawiedzają mnie strachy, że będę złą matką, jednak szybko przypominam sobie, że to chore przekazy rodzinne i kulturowe każą nam się ganić w tej natchnionej i świętej roli.

Jestem całkiem zwyczajna. I już nie tak młoda podobno. Mieszkam w moim ukochanym mieście, w ulubionej z dzielnic. Od przyjaciół dzielą mnie pięciominutowe odległości pokonane w kapciach. Ci drożsi mojemu sercu byli na czatach, gdy ja z gorącą głową bujałam się po obczyźnie. Później sami porozjeżdżali się po kraju i okolicach, a ja wróciłam na stare śmieci odkrywszy, że to moje miejsce właśnie. Czasami się odwiedzamy, ale życie rozeszło nam się w inne zakamarki. Przyszło mi pożegnać się niektórymi z nich i kompletować nową gwardię. Komunę raczej, bo takie zasady tu panują. Cudownie jest mieć kogo zaprosić na kolację w środku tygodnia, zrobić kino studyjne w garażu czy wspólnie przeczesać ogródek.

Z drugiej strony myślę sobie czasem, że jestem niezwyczajna właśnie. Zadziwia mnie to, jak tworzę swoje życie, w jakich miejscach byłam i jak z nich wybrnęłam a do których dostałam się tylko dlatego, że się odważyłam. Teraz włączył mi się tryb osiedlania, zapuszczam korzenie w tej rozkrzyczanej okolicy po latach w podróży i bez planu.

Pewnie takich stron są setki, ale ja nie szukam wiernych czytelników. Potrzebuję tego miejsca, żeby wylać wszelkie dylematy, pytania, przemyślenia, ale też po to, by obserwować cały ten proces, który niewątpliwie się rozpoczął wraz z decyzją o powiększeniu rodziny. Mam kiepską pamięć, więc dobrze będzie kiedyś poprzypominać sobie, jak zmieniałam się w te właśnie dni. Może Franek też któregoś dnia to doceni.



Velvet Underground - All tommorow's parties

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

350 gramów

Przychodzą czasami te wyraźne stany świadomości, gdy jestem dokładnie tu i dokładnie teraz. Gdy wiem, co nadchodzi. Potem tracę tę ostrość, wszystko się rozmiękcza a ja znowu bujam się gdzieś pomiędzy, nieświadoma jak dziecię, świat widzę przez powieki. Dzisiaj przez chwilę wiedziałam, naprawdę wiedziałam, że będę matką. Poczułam siłę w postawie i oblał mnie spokój. Cztery miesiące zamieniły się w prawdziwe dni, po których zamieszka z nami krucha istota. W sklepie trzymałam w dłoniach produkt, który odpowiada 350 gramom. To tyle waży tlące się we mnie życie, ta ogromna odpowiedzialność i zarazem największa przygoda mojego życia. Ten ciężar jest już całkiem realny, a mój kredens zaczynają wypełniać obszyte przeze mnie materiały w kształcie małego człowieczka. To szycie to moja medytacja, która zbliża mnie do naszego spotkania. Miewam dni, gdy przeszywają mnie wątpliwości. Strachy. Włącza się moja zapisana w tkankach neurotyczność i pozwala przez chwilę poszaleć wyobraźni. Wątpi...

Ziarno

Siedzę w białym szlafroku i piję czystek. Głównie milczę, rozmyślam. Nadchodzi moja ulubiona nostalgiczna pora, gdy wszystko zwalnia i zyskuje piękną surowość. Nie robię nic szczególnego, słucham Badalamentiego, otulam się miękkim kocem i zaczytuję niezobowiązująco w różne treści od Wyznań buddyjskiego ateisty po Czystą anarchię, piszę w przerwach rozpoczęty w środku nocy list do bliskiej mi duszy. Można by rzec, że zmarnowałam ten dzień, ale nie robi to na mnie większego wrażenia. Potrzebowałam tych marnych godzin cieknących ciurkiem, gdyż zrobiłam ostatnio dużą rzecz - napisałam w ciągłym niedospaniu studium przypadku, które nawet zaakceptował mój superwizor. Teraz czas na bumelanctwo, chociaż ten jeden bury dzień. Massive Attack - The Spoils ft. Hope Sandoval Czuję w kościach rychłe zakończenie certyfikacji. Obiecywałam sobie rok przerwy od naukowych zobowiązań, jednak kusi mnie niezmiernie jakaś nowość. Chciałabym otaczać się nowymi ludźmi, którzy są równie ciekawi świat...

Kobiety

Jak zapytać, co jest dla mnie ważne, odpowiadam dość pewnie, bez większego zastanowienia. Jednak gdyby nabrać perspektywy, zobaczyć szerszy kontekst, nabrać powietrza - okazuje się, że to nie o mnie idzie. Nawykowo jestem skierowana na zewnątrz, zazwyczaj są jacyś "inni", o których należy zadbać. Jawię się sobie jako bardzo egocentryczna osoba, na pewno nikt bez rys, ani z rysem wspaniałomyślności, jednak tak to się dzieje, że wypełniam jakieś żałosne samopoświęcenie. To śmieszne. Zawsze są jacyś pacjenci, bliscy do ratowania, przyjaciele pogubieni. I ja, opiekunka. Rozwarstwiona jak farba olejna na wiekowych drzwiach. Podrapana i polepiona jednocześnie. Morphine - You look like rain Więc jeszcze raz. Co jest dla mnie ważne? Dla mnie. Dziś. Pewnie wszystko to, co się ze mną dzieje. Jak zmienia się moje ciało, jak budzi się we mnie życie. Jaka choroba mną szarpie i jakie wątpliwości nawiedzają. To, że to może być dziewczynka i to, jak bardzo słabo czuję się w ...